piątek, 27 kwietnia 2012

Rozdział 10

      Jak zaczniesz to czytać ,to wiedz ,że absolutnie nie miałam weny  :/  ,a chcę napisać całkiem sporo, ponieważ później mnie nie będzie ( od następnego poniedziałku do końca  jeszcze następnego tygodnia ). MOŻE zacznę pisać coś nowego ,bo szczerze ten blog mi się już nie podoba ,więc możliwe ,że go kompletnie wykasuję... :( W każdym razie czytaj ! :p







***Maja***
       Nie moge sobie tego tego wybaczyć... Jak mogłam pozwolić na to,żeby Lily się pocięła i... Sama nie wiem jak to opisać. To w 100% moja wina. Ale jestem nieodpowiedzialna... Przecież mogła sobie zrobic coś gorszego ! Znów zapomniałąm jej przypomnieć o antydepresantach. Już tak było. Jeszcze w Polsce była taka sytuacja. Wybiła 23:10. Dokładnie wczoraj  o tej samej godzinie Lily musiała iść do Harrego...
       Usiadłam na kanapie w salonie Lily ,a od wczoraj też moim. Chociaż będę z nią mieszkać. Ludzie myślą ,że jest nienormalna ,niedorozwinięta ,że nie poradzi sobie bez "opiekuna" ,a tak nie jest. Nagle zadzwoniła komórka.

- Halo ?
- Majka słuchaj... Przepraszam cię. -dzwonił Harry.
- Za co ?
- No... To wszystko przeze mnie. Moja wina... Przepraszam.- wymamrotał.
- Niby z jakiego powodu twoja ?- zdziwiłam się.
- No... ona się tak pocięła przeze mnie. Najwyraźniej ona też coś do mnie czuła i...

- Tak myślisz ?!- przerwałam mu  wściekła.
- No...
- To źle uważasz ! To nie z twojego powodu tak się stało ! Co ,myślisz ,że wszystko kręci się wokół ciebie ?! Chciała popełnić samobójstwo z powodu jakiejś nędznej GWIAZDKI  ?!
-  Sama mi powiedziała ,że robi to dla nas ,a więc i dla mnie ! 
- Pff... Ona nie chciała ,żebyś się pchał ,byłeś dla niej za nachalny ! Ona nie chciała twojej pomocy !
- ALE JEJ POTRZEBUJE ! WCALE NIE BYŁEM ZA NACHALNY ! - wydarł się do słuchawki. - TO TY BYŁAŚ NA OPIEKUŃCZA !


- ŻADNE Z NAS NIE BYŁO ODPOWIEDNIE ! A WIESZ KTO BYŁ ?!
- KTO ?!

- ZAYN ! ZAYN ,KTÓRY WYSŁUCHAŁ JEJ DO KOŃCA I WYNEGOCJOWAŁ U NIEJ TO ,ŻE WRÓCI DO PARKU DZIŚ ! POMOŻE JEJ ! A TY MYŚLISZ TYLKO O SOBIE ! LILY POTRZEBUJE OSOBY ODPOWIEDZIALNEJ ! A NIE ... CIEBIE !- ostatnie słowo wypowiedziałam z wyraźną pogardą.
-  BĘDZIE W PARKU ?!- wrzasnął.- IDĘ TAM !
- NIE ! zaYN OBIECAŁ ,ŻE BĘDZIE SAM ! NIE MOŻE ZŁAMAĆ OIETNICY ! WKURZY SIĘ ! ON CI NIE POZWOLI !- AKURAT ZDĄRZĘ !- rozłączył się.
      Co ja zrobiłam ?! On nie może im przeszkodzić. 
- Postanowione : Muszę mu przeszkodzić.






 

***Harry***
   
        Gdy tylko usłyszałem ,że Lily ma być w parku ,wybiegłem z domu. W głowie miałem jedną myśł. "Zdąrzyć na czas".

         Minąłem ostaatni zakręt i znalazłem się w parku. Rzeczywiście Zayn stał przy stawie ,ale Lily niegdzie nie było widać. Po chwili jednak wyłoniła się z zarośli. Krew zaschnęła jej za rękach , i wyglądała jakby całą noc chodziłą po mieście. Mimo to uśmiecjnęła się niepewnie do Zayna.

- Powiesz mi dlaczego chciałeś się spotkać ?
- Po pierwsze bandaże. Wiem ,że nie pójdziesz nigdzie ,że by ci to opatrzyli. Daj rękę.
        Kiedy opatrzył już rany dośc nie fachowo ,Lily zapytała o druga sprawę. Wtedy nie wytrzymałem i podbiegłem do niej.

- Co ty wyprawiasz ?!- wydarł się mulat.
- Nie twoja sprawa ! Lily chodź ze mną ! Wróćmy razem do domu ,będzie dobrze... -objąłem ją ramieniem ,a ona wzrgnęła się i odepchnęła mnie od siebie. 
- Zostaw mnie ! - cofnęła sie o parę kroków.

- Spokojnie. To tylko ja...- mruknąłem.- Nie musisz się bać. Chyba mi ufasz ?
- Ani trochę. Tobie nie można ufać. A co myślałeś ? Nie znam cie aż tak dobrze ,a poza tym...- gwałtownie potrząsnęła głową.- Nie ważne. A właściwie jak się dowiedział ?! - krzyknęła od Zayna.
- HARRY !- Majka wbiegła na trawę.- Mówiłąm ,żebyś zostawił ją w spokoju !

- Nie mogłem siedzieć bezczynnie i czekać ,aż komletnie się zmarnuje ! - krzyknąłem.
- Ja się marnuję ?! Ja się marnuję ?! Ja muszę tak żyć idioto ! Brylantowe taletki na to nie pomogą ! Ja nie będę nigdy żyć jak jakaś rozpieszczona gwiazdka ! Jak ty ! 








***Lily***
        Po tych słowach najzwyczajniej w świecie wróciłam do domu ,jakby nic się nie stało. On mnie traktuje jak kalekę ,której trzeba pomóc to później Bóg otworzy złotą bramę do nieba ,aby zasiąść na tronie wśród świętych.
- Ja mu dam bramę. Ale czarną i to do piekła.- mruknęłam.

       Pobiegłam na górę do swojego pokoju. Przebrałam się w biały top i czerwone rurki. 
- Jak barwy narodowe tej mojej pieprzonej Polski...
      Włączyłam Nirvanę ,nawet nie wiem co. Usiadłam na kanapie i wypiłam lemoniadę ( <3 ). Wzięłam nieśmiertelnego Pottera i zaczęłam po raz setny czytać to samo.
 





Harry czuł zapach soli i słyszał szum fal; lekki, chłodny wiatr mierzwił mu włosy, kiedy patrzył na zalane blaskiem księżyca morze i usiane gwiazdami niebo. Stał na szczycie ciemnej skały, a w dole bielały grzywy rozbijających się o brzeg bałwanów. Spojrzał przez ramię. Za nim piętrzył się wysoki klif, stromy, czarny i tajemniczy. Obok sterczały wielkie bloki skalne, podobne do tego, na którym stał z Dumbledore’em, zapewne oderwane od powierzchni klifu w zamierzchłej przeszłości. Był to posępny, surowy widok: tylko morze i skały, ani jednego drzewa, kępy trawy czy plamy piasku.
— I co ty na to? — zapytał Dumbledore takim tonem, jakby chciał poznać opinię Harry’ego, czy to miejsce nadaje się na piknik.
— I oni przyprowadzali tutaj dzieci z sierocińca? — odpowiedział pytaniem Harry, który nie potrafił sobie wyobrazić mniej dogodnego miejsca na całodniową wycieczkę.
— Ściśle mówiąc, nie tutaj — odrzekł Dumbledore. — W pobliżu jest coś w rodzaju wioski.


   






Nagle usłyszałam jak któś puka w okno. Odwróciłam się ,ale zobaczyłam tylko kartkę przyczepioną do szyby. Było tam napisane piękną kaligrafią "Przapraszam... Wybaczysz ? Nie chciałem..." Wyjrzałam za okno ,a na dole stał Zayn. 

- Jak ci się to udało ?! Jestem na piętrze !- zdziwiłam się.
- To nieważne. To jak ?
- Nawet nie byłam zła. To nie twoja wina.
- Obawiam się ,że po części jednak... Sory ,ale muszę już lecieć do sklepu ;zaraz zamknął ,W końcu chłopaki  to bezdenne studnie ! Ale jszcze dziś pogadamy na Skypie tak ?

-  Pewnie ! Cześć !
      Ponownie zagłębiłam się w historię chłopca który przeżył ,ale znowu moją uwagę odciągnęło okno. Na zewnątrz stał Harry.
- Co ?- zapytałam szorstko.
- Chciałbym ,żebyś wiedziała ,że... Ja naprawdę chciałbym ci pomóc ,a nasze...hm... relacje troche się popsuły.
- Trochę ?
- No dobra... bardzo. Ale ja wiem ,że do twojego serca prowadzi jakaś ścieżka.- Rzekł romantycznie ,ale ja wiem ,że to żywcem ściągnięte z jakiegoś filmu.- Poprowadzisz mnie tą drogą ?
- Poprowadzę ,ale do bram piekła !  
- No ej ! W końcu uratowałem ci życie tak czy nie ?

- Zauważ ,że wcale cię o to nie prosiłam.
- Nie możesz dać mi szansy ?- nawet z tej odległości doskonale wiedziałam jego "proszące" oczka. - Nie bądź taka...
- OK. Wybaczam.- wywaliłam język i zamknęłam okno. Pomachałam mu na dowidzenia i włączyłam Skypa. Jak zwylke po chwili zobaczyłam mulata. Gdzieś w tle ktoś krzyczał "Wybaczyła mi ! I kto to tu jest boski ?! Ja ! Wybaczyła mi ! I kto..."
- Powiedz mu ,żeby się przymknął i dodaj ,że nie jest boski.- mruknęłam ,a Zayn powtórzył to co chiałam.- Dzięki.

- Co u ciebie ?

- Ok...

- Pewny ?
- Pewny...
- Przecież widzę ,że coś jest nie tak jak trzeba.- zauważyłam.
- Rzuciła go.- na kanapę wbił się Louis.
- Kto ? Co ? W sensie jak ?
- No ta...jak jej... Erica. Chodziłą z nim ,ale jakoś...tak... Nie wyszło.

- A zerwaliście ponieważ ?- zwróciłam się do mulata.
- Nie ważne...
- Jak ty jej nie powiesz to ja powiem. A co to za tajemnica ?- paplał Lou.
- Oj... Dobra....
- A właśnie na to czekałem. Bo ona was widziała dość... Często i nie dało się jej przetłumaczyć o co chodzi.
- Czyli wychodzi na to ,że ją niby zdradzał ?- osłupiałam.
- No... Tak.- jęknął Zayn, a ja zaśmiałam się tylko.

- Ze MNĄ ? Chyba sobie robicie żarty robicie. I to kiepskie...
- Na serio.- uciął Louis.- A co u ciebie ? Widzę ,że jednak mu wybaczyłaś ?

- Tia... 
- A... może byś wpadła do nas na obiad ?- Zayn zmienił temat.
- Tak.... Em... Pewnie. A na którą ? 

- Niall będzie głodny o 12 ,ale przyjdź na...15:15.
- OK. Musze kończyć. Maja robi włoskie żarcie. - kiedy z monitora zniknął Louis ,zatrzyamałam Zayna.- Czekaj ! Masz duże...hm... Doświadczenie w "depresyjnych" sprawach. To widać. Czy może kiedyś przez dłuższy czas spotykałeś się z kimś z depresją ?- kiedy to powiedziałam ,zesztywniał.

- E.... Sora ,ale muszę już iść. Cześć !- nie zdąrzyłam się pożegnać ,a on już się wyłączył. Chyba jednak znam prawdę...






     






     No i jest 10 !  Mam nadzieję ,że DŁUGI ! Jak mówiłam ,jeśli wykasuję bloga to dotrę do 15 ,a może do 20. Piszcie co uważacie o tym rozdziale i jak Kaiss i Artystka ( a tak wogóle to pozdrawiam ) napiszcie komentarze :) A no i jak chcecie to możecie poddawać pomysły do nowego bloga ! <3 <3 <3

2 komentarze:

  1. Zacznijmy od tego, że zatłukę cię jak wykasujesz tego bloga :D ... Bardzo mi się podoba bo jest inny od tych wszystkich romansideł o 1D ... Obiecuję, że będę pisała szczerą opinię pod każdym rozdziałem o ile zdecydujesz się go dalej pisać. Mam nadzieję, że jednak go nie usuniesz. Nie wiem jak przeżyje ;p ... I tak wgl to laska ma humorki ^_^ ... Czekam NN ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Ma ,ma :p A tak pozatym to dziękuję i podjęłam już decyzję co do Lily. Chciałam zrobić jakieś zakończenie ,ale będę pisać dalej ,a może założę też nowego bloga :D

    OdpowiedzUsuń