poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Rozdział 6

***Lily***

- Harry...On...On uciekł...- wyszeptałam.- Przed chwilą odebrałam telefon z policji ,powiedzieli ,żebym uważała ,nie wiedzą gdzie jest... Boje się.

- Spokojnie... Wszystko będzie dobrze. Tylko nie mogę cię dziś zostawić samej. Zostanę ,a jak nie to...

- Majka się dziś do mnie wprowadza.- przerwałam mu.- Ona w zupełności wystarczy...

- Jesteś pewna ? - zapytał Harry. Troche denerwowała mnie jego troskliwość. Facet mnie prawie nie zna ,co z tego ,że o mnie wie parę istotnych faktów. Nie ma prawa. 

- Jestem. Jest OK.

- No dobra... To ja się zbieram.- stwierdził.
- Tak... - podałam mu kurtkę i pożegnałam się. Stanął w drzwiach i powiedział ,że będzie się o mnie martwił ,po czym się do mnie przytulił... Zaraz ,co ?! Odskoczyłam jak oparzona. Na  chwilę jego oczy  przybrały innego koloru. Szaroniebieskiego ,zupełnie jak oczy... Ricka... Spojrzałam na niego przerażona i zamknęłam drzwi.




     
     Szybkim krokiem dotarłam do kuchni ,wzięłam telefon i zadzwoniłam do Majki.

- Lilyyyy???- odebrała zaspana.

- No cześć.

- Zdajesz sobie sprawę o której dzwonisz ?

- Nie...- zapomniałam ,że nie patrzyłam nawet na zegarek. ( -,-' )

- A więc jest 5:40 ! - wydarła się w słuchawkę.

- Ups...-nagle przypomniał mi się cel naszej rozmowy. - Muszę ci coś powiedzieć. Bo... Czytałaś ten list prawda ?

- No... tak.

- A więc przyszedl do mnie Harry i powiedział ,że przeprasza itp. Dodał ,że ,mu na mnie zależy i chce mi pomóc ,a ja...

- Ty go wygoniłaś zgadza się ?- przerwała mi Majka.

- No ,tak . Kilka minut póżniej przyszedł Rick ,no i powiedział ,że mnie kocha itp. Ja ,ja go uderzyłam  kiedy mnie pocałował i uciekłam na piętro ,żeby zadzwonić po policję ,żeby go złapali. Zamknęłam sie w łazience. Potem zaczął mi się dobijać do drzwi. I nagle przestał i słyszałam odgłosy ,wskazujące na to ,że się z kimś bił. Kiedy zapanowała cisza,wyszłam z łazienki ,a tam stał Harry. Powiedział ,że zapomniał okularów ,więc wrócił i całe szczęście... Policja złapała Ricka. Przenocował u mnie. Potem zadzwoniła policja ,oznajmując ,że ... Ricjk uciekł. Może tu być w każdej chwili ! Pomóż !

- A gdzie jest Harry ?! - zapytała.

- No... Spławiłam go ,krótko mówiąc. Powiedzmy ,że naruszył moją przestrzeń osobistą... 







***Majka***

-No...Powiedzmy ,że naruszył moją przestrzeń osobistą...- wymamrotała. Cała Lily. Ja ją rozumiem. Bała się... Wszystkich. Oprócz mnie i Mary. Coś takiego mogło u niej wywołać coś więcej niż szok. Mogła dostać napadu złości ,smutku. 

-Porozmawiam z nim. - stwierdziłam.

-NIE !

-Dlaczego ? Obiecuję ,że powiem mu  całą prawdę.

- No dobra... To jak przyjedziesz ?! Ja nie mogę zostać sama...

- Już sie zbieram. A ty coś zjedz. Nie jadłaś śniadania ,jak sądzę.

- Już jem. Ale mi się kręci w głowie... Przyniosłabyś jakieś tabletki ?- zapytała.

- Jasne. Jakie potrzebujesz ? - zapytałam ,ale ułyszałam tylko dźwięk upadającej komórki. - Lily ?! Halo ?! LILY ?! JESTEŚ TAM ?!- zdenerwowana w piżamie zapakowałam ubrania do torby i inne potrzebne rzeczy i pojechałam do Lily.

     




     Po kilku minutach byłam przed jej domem. Z zewnątrz wszystko wyglądało OK. Drzwi były zamknięte ,ale miałam zapasowe klucze. Znalazłam Lily leżącą na podłodze. Była nieprzytomna. Zadzwoniłam po karetkę i Mary. Ta ,niezadowolona przebudzeniem nie raczyła się ruszyć mimo stanu przyjaciółki.

     Niedługa potem siedziałam przed salą w którek znajdowała się Lily. Szpital był miejscem ,którego nieznosiłam... siedziałam tam może 1,5 godziny ,kiedy przyjechała. Było z nią pięciu chłopaków. "O nie..." - pomyślałam.

- No cześć ! - krzyknęła.- Jak z Lily ? 

-Nie wiem. Po co przyszliście ? -zwróciłam się do Louisa.

- Dowiedzieliśmy się od Mary ,że jej się coś stało ,a że Hazza nie mógł znieść myśli ,że coś jej jest ,przyjechalismy.- wyjaśnił.

- Coś wiadomo ?- zapytał Harry. Miał czerwone policzki i wyglądał na naprawdę zdenerwowanego.

- Nic. Mam nadzieję ,ze nic jej nie jest. Pilnowałes jej wczoraj i jesteś pewien ,że nic jej nie jest ?

- Tak ,pilnowałem. 

     Następne 2 godziny spędziliśmy na czekniu. W końcu z sali wyszedł lekarz.

- I co ? - zapytaliśmy jednocześnie.

- A więc... - zaczął.- Jej stan jest ciężki.- Znaleźliśmy w jej żołądku wiele antydepresantów. One ,nie powinny tak zadziałać ,ale sam fakt ,ile ich wzięła i jaki był ich skład sprawiły ,że...- pokręcił głową.- Zrobimy jej płukanie rzołądka i mam nadzieję ,że to coś da. Teraz jest w śpiączce ,ale nie mogę zagwarantować tego ,że przeżyje...







***Harry***

     Lekarze powiedzieli ,że nie możemy tam tak siedzieć ,więc wynajeliśmy pokoje w pobliskim hotelu. Rano ,a dokładnie o 7:15 byliśmy tam z powrotem. Przez następne dwa dni ,nic nie mogliśy sie dowiedzieć. Odpowiadały nam tylko przerażone spojrzenia.

     W końcu trzeciego dnia ,lekarz przekazał nam straszliwą wiadomość ,od której mój świat się zawalił....







Wiem ,rozdział krótki ,ale musiałam go napisac w 1,5 godziny ,a to trudne wbrew pozorom. Podoba się ? PISZCIE :

1. JAK MYŚLICIE JAKA JEST TA OKROPNA WIADOMOŚĆ O LILY.

2. CO TAK NAPRAWDĘ LILY CZUJE DO HARREGO. 

3. GDZIE JEST RICK.

4. DLACZEGO MARY SIĘ TAK ZACHOWUJE.

5. DLACZEGO NIE PISZECIE KOMENTARZY.

No i oczywiście co myślicie :D bo bez waszej poinii to ani rusz ;) Jeszcze raz powtarzam : KOMENTARZE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! <3 <3 <3

1 komentarz: