środa, 4 kwietnia 2012

Rozdział 1


     Wstałam. Dom, a raczej willa trwał w niczym niezmąconej ciszy, jak codziennie. Bo kto miałby ją przerwać oprócz mnie ? Monica przyjdzie dopiero po 12.

     Poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Przejrzałam się w lustrze i po raz nie wiem który stwierdziłam ,że wyglądam jak trup. Mam wyjątkowo długie czarne włosy sięgające mi do pasa, okropnie blada, prawie białą cerę oraz dość czerwone usta i jakby fiołkowe, duże, zimne oczy. Rysopis byłby jak z królewny Śnieżki gdyby nie te oczy. Odcień dość nietypowy ,ale naturalny. Mam 1m 70 i jak niektórzy mówią jestem „szczuplutka” ,a jak dla mnie wręcz koścista.

     Nie jedząc śniadania  poszłam do mojej ulubionej kawiarni. Zamówiłam lemoniadę i usiadłam przy jednym, z białych stolików. Gdy kelner mi ja podął szybko zapłaciłam. Codziennie zamawiałam tu ją piłam. Może to śmieszne ,ale była dla mnie bardzo ważna. Ona jedna sprawiała ,że w moim życiu choć na chwilę pojawiały się  jakieś uczucia. Była wyjątkowo kwaśna i zawsze wyciągała mnie z ponurych myśli.

    Nagle dostałam SMS od mojej przyjaciółki Mary.

                       „Przyjdź do mnie ! Jedziemy do klubu musisz się rozerwać !”

    Wypiłam lemoniadę do końca i leniwym krokiem ruszyłam do domu przyjaciółki.







-Nie wiem czy to dobry pomysł. Mam złe przeczucia.

-ty ZAWSZE masz złe przeczucia. W tym problem. Rozerwij się trochę ! – stwierdziła Mary.

- No dobra… postaram się…

     Wcisnęła na mnie białe rurki i czarna błyszczącą koszule na ramiączka. Po godzinach wybierania ciuchów dla Mary udało nam się dojechać do klubu. Był dość popularny w Londynie.

     Kilka minut później razem z Mary szalałyśmy na parkiecie… No dobra tylko Mary -,- .

Ja siedziałam przy barze i piłam cole. Nagle poczułam zapach spalenizny…

     Klub płonął ,a ludzie wołali o pomoc. Straż pożarna przyjedzie ,ale czy na czas ?

- Lily ! – krzyknęła Mary. – Za tobą !

     Obróciłam się i zobaczyłam ścianę zawalającą się na mnie i parę innych osób. Zaczęłam biec w przeciwną stronę ,ale i tak zostałam zasypana gruzami i straciłam przytomność…

Nie wiem co się działo w tym czasie ,ale miałam nadzieję ,że ktoś mi pomoże…

     Gdy się obudziłam nadal trwał pożar ,ale przez okno zobaczyłam straż pożarną. Zawaliła się część sufitu ,a ja siedziałam pod stołem z jakimś nastolatkiem. Musiał mnie tam zanieść czy coś.

-Długo byłam nieprzytomna ? – zapytałam.

-Kilka minut.-odparł.

     Nagle zobaczyłam Mary czołgającą się w jakies bezpieczne miejsce. Niestety ogień odciął jej drogę.

-O nie...- jęknełam jęknęłam wyczołgałam się z pod stołu.

- Zostań ! – chłopak złapał mnie za ramię.

-To moja przyjaciółka !

-Poradzi sobie. – próbowałam wyszarpnąć rękę z jego uścisku. – Nie ryzykuj !

-Zostaw mnie idioto. – puścił mnie ,a ja pobiegłam w stronę przyjaciółki. Była ranna w nogę. Pomogłam jej wstać i szybko zawlekłam ja pod stół. Nadal siedział tam ten sam chłopak.

-Jak masz na imię ? – zapytał mnie.

-Jestem Lily ,a to Mary. A ty ?

-Simon. – zaśmiał się dość nerwowo.

-Patrzcie ! – krzyknęła Mary. Do klubu wpadło kilkunastu strażaków. Po godzinie pożar został ugaszony ,a ludzi podzielono na tych którzy mogą iść do domu i na tych którz pojadą do szpitala. Mary niestety musiała jechać więc zostałam sama.

     Smutna wróciłam do domu. Po co się tam pakowałam ? Nie mam pojęcia. Doprowadziłam się do porządku ,przebrałam w piżamę i poszłam spać.







„Nie…Dziś poniedziałek L” –pomyślałam gdy tylko wstałam. Ogólnie byłam bezrobotna ,więc poszłam na miasto. Na jednej z tablic w centrum były spisane całkiem niezłe fuchy ,więc podjechałam tam autobusem. Były takie ogłoszenia :

- pracownik na zmywak

-fotograf dla gazety „Times”

-kasjer do Tesco

- masażysta

    Stwierdziłam ,że preferuje fotografię  i modląc się ,by było to aktualne z miejsca zadzwoniłam.

-Halo ? –odebrał jakiś mężczyzna.- Tu redakcja Magazyny „Times”.

-Em…Nazywam się Lily Steven i dzwonie w sprawie ogłoszenia które…

-A tak.- przerwał mi. – Może pani złożyć podanie nawet na dziś na adres podany w ogłoszeniu , jeśli jest pani pełnoletnia.

-Dziękuję. Do widzenia.

- Do widzenia. I proszę się nie martwić. Właściwie ma pani te pracę.

     Z szybkością światła zadzwoniłam do Mary.

-Halo ?

-To ja. Mam pracę ! W… gazecie  „Times” !

-WOW ! A ja wracam do domu z bandażem. Spotkałam takiego fajnego gościa Jacka i…

- Jack ? Zle mi się to kojarzy.- odparłam chłodno.- Pa !

-Ale…- nie dałam jej dokończyć i rozłączyłam się. W ponurym nastroju wróciłam do domu. Potem z podaniem pojechałam do domu.

    Weszłam ,a po godzinie wyszłam z wyszczerzem na twarzy. Mam te robotę ! Okazało się ,ze będę też pisać dla gazety. Jutro mam iść do klubu gdzie będą jakies gwiazdy. Coś podpatrzeć i napisać złośliwy artykuł.

    Stwierdziłam ,że to  praca idealna dla mnie ,bo będę mogła wyładować swoje uczucia….

Nagle zadzwoniła do mnie Mary.

- Tak ?

- To ja. Czegoś tu nie rozumiem . Po co ci praca ? Przecież masz mnóstwo kasy ,bo rodzice ci przysyłają.

- chcę być samodzielna ! – wyjaśniłam.- Owszem , mam pieniądze ,ale wolałabym sama zarabiać na życie.

- Właściwie cię rozumiem. Może przyjdziesz do mnie ? Wszystko mi wtedy opowiesz.

- Dobra.

     Po kilkunastu minutach siedziałam na kanapie w cieplutkim salonie. Uwielbiam tam siedzieć. Jest urządzony przytulnie i elegancko.

-A więc ? – zapytała.

-No… Mam iśc jutro do takiego klubu gdzie będą sławne gwiazdy , podpatrzeć coś i napisać wredny artykuł.- wyrzuciłam.

- Ooo. Co jak co ,ale złośliwa to ty czasem jesteś. – w tempie przyspieszonym napisała na twiterze :  „ Uwarzajcie ,sławne gwiazdki ,bo nadchodzi nowy terminator w postaci Lily_@Steven ,a wraz z nia Dzień Sądu”

1 komentarz: