"Nadal nie rozumiem jak ona mołgła powiedzieć Harremu. Nadal nie wiem jak ona mogła powiedzieć Harremu. Nadal nie rozumiem jak ona mołgła powiedzieć Harremu."powtarzałam sobie cały czas. Maja nie próbowała się ze mną kontaktować ,Mary zresztą też nie. Może jestem przewrażliwiona ,ale naprawdę nie chciałam ,żeby się ktoś dowiedział. Jeszcze raz przeczytałam list. "Jestem w Londynie. Mam nadzieję ,że teraz cieplej mnie przyjmiesz. A jak nie ,to nie będzie tak kolorowo. Powiecmy ,że nie tylko TWOJE zdrowie będzie zagrożone..."
Dobrze wiedziałam od kogo jest. Jest od Ricka ,mojego byłego chłopaka po którym tak płakałam. Okazał się zupełnie inny niż myślałam. Po dwóch miesiącach pobytu w Londynie ,chciałam odwiedzić Polskę.
Nim wróciłam do Warszawy na kilka dni, cały czas utrzymywał ,że nadal jesteśmy razem,że mnie kocha... Kiedy przyjechałam oznajmił ,że to koniec ,że od miesiąca spotyka się z inną ,a potem okropnie mnie ośmieszył i...pobił. Kiedyś to był naprawdę dobry człowiek. Potem...Zanim zerwaliśmy wpędził mnie w narkotyki ,przez niego można powiedzieć ,że byłam alkoholiczką.Wyszlismy z tego. Pomógł mi ,ale też wyniszczył mój organizm. Gdy wyjechałam ,a raczej uciekłam przysiągł mi ,że mnie znajdzie i nie pozwoli odejść.
Odłóżyłam list i wzięłam komórkę. Zero nieodebranych wiadomości i połączeń. Ech... Nie do tego byłam przyzwyczajona. Nic nie było w lodówce ,ale nie wyobrażałam sobie wyjścia do sklepu. Zwyczajnie się bałam ,że Rick mnie wypatrzy. Gdy byłam już tak głodna,że nie mogłam wytrzymać założyłam bluzę z kapturem ,okulary słoneczne i wyszłam po coś do jedzenia. Najszybciej jak tylko można wróciłam do domu i ugotowałam sobie włoską pastę.
Po jedzeniu wyjęłam pamiętnik. W przeciwieństwie do innych, kolorowych i błyszczących ten był czarny i miał szare strony. "Zupełnie jak moje życie" - pomyślałam. Było w nim pełno moich sekretów ,ale większość stanowiły rysunki i amatorskie obrazy ,nawet zdjęcia. Napisałam dzisiejszą datę i zaczęłam rysować. Jeszcze nie wiedziałam co to będzie. Po 15 minutach praca była skończona.
Przedstawiała oczy ,a za nimi płomienie. Wszystkie moje "dzieła" zawsze są czarnobiałe ,ale gdyby nie ,to te oczy napewno byłyby zielone ,zupełnie jak... Lily przestań o tym myśleć !- wydarłam się w myślach. Mimo to zaszkliły mi się oczy. A już było tak dobrze. Nawet sprawał wrażenie ,że mnie lubi ,pomimo tego ,że odsuwałam go od siebie jak najdalej. Wszystko zniszczyłam. Jednak gdy próbowałam na niego nie naskakiwać ,pojawiał się strach ,a z nim ta okrutna twarz. Kiedyś kochałam Ricka. Dopiero potem się zmienił.
Po stwierdzeniu : "Ale kicz..." odłożyłam pamiętnik i zaczęłam pisać ten artukuło Justinie. Był o tym ,że piosenkarz miał wypadek. Potem o tym ,jak Selena tańczyła z Ollym ,niby nie dając po sobie poznać co się stało ,a na koniec o prawdopodobnej kłótni i innych powodach dla których Justin miałby wyjść z klubu wściekły.Gdy artykuł był gotowy wysłałam go do redakcji razem ze zdjęciami. Nagle zadzwonił telefon.
- Halo ?
- To ja Majka. Chciałam cię przeprosić za to ,że mu powiedziałam. Nie powinnam ,ale on tak się martwił...
- Owszem nie powinnaś.- przerwałam jej nie chcąc słyszeć o tym kretynie."Co ja gadam ? Dla mnie wcale nie jest kretynem..."-przeleciało mi przez głowę.
- Wybaczysz mi ?
- Ech...No pewnie ,że tak.
-Przyszłabym do ciebie ,ale muszę pozałatwiać parę spraw związanych związanych z szukaniem mieszkania. Poradzisz sobie ?- zapytała z troską w głosie jak matka ze 100letnim starzem.
- A czy kiedyś sobie nie poradziłam ?- spytałam.- I nie musisz załatwiać tych spraw. Zamieszkasz u mnie. Tylko bez gadania.
-Serio ?! Dzięki ! Przyjde jutro OK ?
-OK. Tak w połódnie... Cześć !-rozłączyłam się.
Weszłam na facebooka. Po kilku minutach stwierdziłam ,ze nie ma tam nic ciekawego i gdy tylko wyłączyłam laptopa zadzwonił dzwonek do drzwi. Na początku zmroziło mnie ,ale mimio to pewnie otworzyłam. Stał w nich...Harry.
-Cześć.- przywitała się.- Możemy pogadać ?- bez słowa wpuściłam go do środka. Zdjął okulary przeciwsłoneczne i połorzył je na stoliku.
-Przepraszam. Nie powinienem ... Bałem się poprostu o ciebie. Byłem...
-Wścibski ?-podsunęłam.-Czy może nie ?
-Byłem.-westchnął.Wział mnie za rękę i spojrzał mi w oczy. -Lily...Zależy mi na tobie i chcę ci pomóc.
-Nikt nie może mi pomóc.Ani ty ,ani Mary ,ani Majka. Nigdy więcej nie mów czegoś takiego jeśli nie jesteś pewien. -po tych słowach prawwe ,że wypchnęłam go z domu. Usiadłam przy stole i trwałam tak z 15 minut.
Nagle usłyszałam skrzypnięcie otwieranych drzwi. Powoli i bezszelestnie wślizgnęłam się na piętro. Schowałam się w pokoju pełniącym rolę składu na niepotrzebne rzeczy i skuliłam się w końcie za fotelem i stojakiem pełnym starych płaszczy. Wiedziałam ,że mnie znajdzie. Rick nigdy nie znalazł się w sytuacji kiedy to ja byłam górą ,o nie...Gdy usłyszałam kroki w pokoju skuliłam się jeszcze bardziej i zamknęłam oczy. Modliłam sie w duchu ,żeby coś go zatrzymało. Cokolwiek co odwróciłoby jego uwagę. Niestety po chwili usłyszałam dźwięk odsuwanego fotela i szybki oddech.
-Jesteś.
No i znowu zepsułam...Miałam wstawić za 5 komentarzy ,a są tak naprawdę trzy...Ja przecież robię to dla was ,ale też dla SIEBIE ! Zrobiłam to też za ponad 100 wejść ^^ (dziękuję i możecie polecić mnie gdzie indziej :D ) Mam nadzieję ,że się podoba.Dodałam taką "złą" postać no i chyba jestem zadowolona z tego rozdziału. Wesołych Świąt i pisania komentarzy ! :D
Dość krótki ,ale ciekawy no i jak mówią " darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby" :D
OdpowiedzUsuńZajebisty rozdział!!! :P Nie mogę się doczekać następnego rozdziału!!! :D Zżera mnie ciekawość co będzie dalej!!!
OdpowiedzUsuń