piątek, 13 kwietnia 2012

Rozdział 5

- Jesteś...-poczułam jak Rick ciągnie mnie za rękę. Spojrzałam na niego z przerażeniem i wstałam. 
- Czego chcesz ? 
- Chodźmy do salonu. Porozmawiamy spokojnie.- widząc ,że nie mam zamiaru się ruszyć wykręcił mi ręce i zaprowadził na parter. Popchnął mnie na fotel ,a sam stanął przede mną.
- Czego chcesz ?- powtórzyłam. 
- Ciebie.- odparł krótko.- Dosłownie. Kiedy cię nie było dużo się zmieniło. Było krucho z pracą ,a ty...
- Ja jestem bogata.- dokończyłam za niego.
- Mądra dziewczynka.- pogłaskał mnie czule po policzku ,a ja wzdrygnęłam się i jeszcze bardziej wcisnęłam  się w fotel.
- Zerwałem z Jenny bo... Zrozumiałem ,że cię kocham.- na te słowa wstałam i syknęłam coś w stylu "Nigdy tak nie mów." ,a potem uderzyłam go w twarz.







***Harry***
     Szwędałem się po ulicy ,rozmyślając o Lily ,gdy przypomniałem sobie ,że nie wziąłem okularów z jej domu. Zawróciłem i po kilkunastu minutach stałem przed willą. Zdziwiło mnie ,że drzwi były szeroko otwarte. "To nie wróży nic dobrego" - pomyślałem. Razem ze złymi przeczuciami wszedłem do środka. Usłyszałem głos jakiegoś faceta ,dochodzący z salonu. Cicho wślizgnąłem się do kuchni. Miałem z tąd widok na to co dzieje się w salonie.
     Lily siedziała skulona na fotelu ,a przed nią stał jakiś dwudziestoparolatek. Nagle wstała i i uderzyła go w twarz coś cicho mówiąc. Nawet z takiej odległości w jej przepieknych oczach dało się widzieć determinację i panikę. Złapał ją za ręce ,przyciągnął do siebie i namiejętnie pocałował. Na początku zastygła ,ale po sekundzie jakby się ocknęła ,wyrwała sie ,a potem sięgnęła po telefon ,jakby coś sobie przypominając. Pobiegła na piętro. Słuszałem jeszcze kawałek rozmowy.
- Halo ? Policja ?! Nazywam się Lily Steven ,a w moim domu jest jakiś mężczyzna Rick...
     Niechciany gość pobiegł za nią. Szybko podązyłem za nim ,uważając ,by mnie nie zobaczył. Chciałem jej jakoś pomóc ,ale nie wiedziałem jak. Rick zaczął walić rękami w drzwi do łazienki ,za którymi prawdopodobnie ukrywała się Lily. Ona krzyczała coś o policji i o tym ,że zaraz przyjedzie ,a ona nie chce ,żeby go złapali... Chwila ! Nie chce ?! 
     Po chwili coś zrozukmiałem. Moja matka miała rację ,że stara miłośc nie rdzewieje ,mimo wszystko. Ona nadal kochała Ricka ,chociaż nie rozumiem jak. Skrzywdził ją, to jasne... Na pewno łączyło ich kiedyś coś silnego. Na początku pewnie był dla niej dobry... Dopiero póżniej się zmienił. Za coś musiała go kochać. Jest to miłość bardzo dziwna. Nie obchodzą jej wszelkie granice...
     Rickowi udało się przebić szybki w drzwiach. Wsadził tam rękę ,by od środka je otworzyć. Bez zastanowienie chwyciłem za wazon ,który stał obok mnie i rzuciłem się na niego. Uderzyłem w niego naczyniem ,niestety on oddał mi uderzeniem w twarz ,co trochę mnie zamroczyło. Nie był tak silny jak mi się wydawało ,więc wepchnąłem go do jakiegoś pokoju i trzymałem drzwi. Zastawiłem je komodą. Z łazienki wyszła Lily. Zdziwiło mnie ,że nie płakała. Jej twarz nie miała wyrazu. Z jej nosa i głowy leciała krew.
- Po co wróciłeś ?- wydyszała.
- W drodze powrotnej zorientowałem się ,że nie mam moich olularów ,więc zawróciłem i ,jak widać dobrze zrobiłem.- rozejrzałem sie do okoła.
     Policja po chwili była na miejscu. Zabrali Ricka i zostawili nas samych. Oczywiście zanim to zronili ,musieli nas przesłuchać itp. Gdu skończyli ,było po 22:30. Powoli zacząłem się zbierać.
- A może jednak bym został ?- zapytałem nieśmiało. Kiedy na nią spojrzałem ,z początku  cięzko było określić wyraz jej twarzy. Była zszokowana i wycieńczona. Przez jej oczy przemawiał strazh. To działo sie tylko przez chwilę. Uśmiechnęła się prawie niedostrzegalnie ,ale uśmiech zniknął równie szybko jak się pojawił. Na jej twarzy zagościła ta sama mina ,którą zawsze przybierała. Opanowaną i jakby ... twardą...
- Chyba nie potrzebuję pomocy i nie jestem gotowa.Nie. Raczej nie...- odpowiedziała pewnie ,patrząc mi prosto w oczy ,jakby miała przygotowaną odpowiedź.
- Napewno ?
-Chyba wiem co mogę !- prawie ,ze wyprowadziła mnie z domu. Stałem tam przez chwilę. Mam wrażenie ,że powinienem tam zajrzeć. Tak zrobiłem. Poszedłem bezszelestnie do kuchni.






Natychmiast rzucił mi się w oczy stos proszków ,antydepresantów ,sądzac po opakowaniech... pustych. Lily zastałem w salonie. Leżała na ziemi opierając się o kanapę. Łzy leciały jej strumienami.

- Lily ?! Co ty...
-Spokojnie... Nic mi od nich nie będzie...Wiem to...- wyjakała.
- Dzwonię po karetkę.
- NIE ! WSADZĄ MNIE NA ODDZIAŁ PSYCHICZNIE CHORYCH ! JA NIE MAM ZAMIARU BYĆ TRAKTOWANA JAK ...- zabrakło jej słów.- Nie możesz...-spojrzała na mnie błagalnie.- Nie rób mi tego Harry...

- Ale...
- Możemy o tym nie rozmawiać ?
- Jak pozwolisz mi zostać.- oświadczyłem.







     Lily zachowywała się jakby nic się nie stało. Obejrzeliśmy komedię romantyczną ,zamówiliśmy pizzę. Skończyliśmy bardzo późno ,a raczej ja ,bo zasnęła.
     Postanowiłem posprzątać. Pudełka po pizzy wyrzuciłem i ogólnie ogarnąłem dom. W salonie natknąłem się na zeszyt. Był czarny ,pełen różnych rysunków. Ostatni z nich przedstawiał ogień i oczy.
- Czy to nie są ...-pokręciłem głową. Przez chwilę wydawało mi się ,że to ostatnie ,przedstwaia moje oczy ,ale przecież mogły należeć do każdego. Nawet Lily. Objąłem ją ramieniem i też zasnąłem. Po 15 min obudził nas telefon. Odebrała.
- Halo ? Tak to ja...- po chwili rozłączyła się i obróciła w moją stronę. Była biała jak papier. Podbiegła do mnie i spojrzała prosto w oczy łapiąc za rękę ,co mówiąc szczerze mnie zaskoczyło.
- Harry... On... On uciekł. -wyszeptała.




Proszę o komentarze !!!! chociaż 5 ! 160 wejść i tylko 2 ?! Możecie się bardziej postarać ! Nie wiem co myślicie o tym co piszę ,ale wasza opinia jest dla mnie ważna ! Ten rozdział dedykuję Klaudii ,która ma w niedzielę urodziny ! Wszystkiego najlepszego :D ! tak więc KOMENTARZE ! Dla was to 5 min ,a dla mnie rozdział to 3 godziny ,jak nie więcej !!!!! <3

1 komentarz:

  1. ZAJEBISTE ! Tylko ,że zakrótkie i oh czemu musiałaś skończyć w tym momencie ?! Jesteś okropna ,ale... tak to lubię ,że ... WYBACZAM :D

    OdpowiedzUsuń